czwartek, 31 października 2013

Rozdział 18.

 - Nie ma co płakać! Jedziemy do niego? - spytał Kris, przejęty, ale z zimną krwią.
- No.. no tak!
Ręce mi się trzęsły, nie mogłam racjonalnie myśleć, uparcie powstrzymywałam łzy przed spłynięciem na policzki ...
Nie rozumiem. Jak mógł być tak nieodpowiedzialny ?!Jak mógł się ścigać z tym debilem ?! Obaj tak samo głupi ! Nie dość, że ślisko to jeszcze ścigać im się zachciało! Dać chłopakom motory to zachowują się jak dzieci. Po co dał się sprowokować Mateuszowi ?! Głupki !!! - nawet się nie spostrzegłam, jak zaczęłam gadać to co myślałam. Kris ledwo co podjechał po szpital, a wyskoczyłam nie czekając na nic i pobiegłam do budynku. Zobaczyłam Mateusza siedzącego pod salą nr. 7 nie mówiąc nic przytulił mnie. Wtuliłam się najmocniej jak umiałam, a przyjaciel zrobił to samo. Po tym jak trochę uspokoiłam się po wyczerpującym biegu, miałam siły, żeby na niego nawrzeszczeć. Coś dziwnego we mnie buzowało.. i właśnie miało się uwolnić.
- Co wy wyprawiacie ?! Rozumu nie macie ?! - Darłam się na Mateusza, jak już mnie wyprosili ze szpitala, za zbyt głośne darcie się na niego.
- Wiesz w ogóle o co poszło? - mówił Mateusz ze spokojem i miłością w oczach.
- Oświeć mnie!
- No bo to było tak, że gadaliśmy sobie i on oczywiście nawijał o tobie i ja już nie wytrzymałem i mu powiedziałem, że Cię kocham.- Słuchając tego, nie mogłam w to uwierzyć. Mateusz mnie kocha? WOW! - No i on się wkurzył tak trochę bardzo, delikatnie mówiąc i powiedział, żebyśmy się ścigali o ciebie. Nie przerywaj mi !- powiedział, widząc, że otwieram usta. - No i wsiadł na motor, wystartował nas i ruszyliśmy. Gdy dojechałem do ustalonej mety jego nie było, a aż tak szybko przecież nie jechałem, żeby go zgubić. Pojechałem powoli po trasie naszych wyścigów i zobaczyłem jego motor na ulicy. Wyhamowałem i pobiegłem do niego. Wezwałem pogotowie i zrobię co będzie będzie trzeba, żeby przeżył. Podobno dzięki mnie przeżył. - powiedział Mateusz na jednym wdechu. - Przepraszam, to moja wina. - Mówił i prawie się nie rozpłakał.
- Nie mów tak. To przez jego zazdrość i chęć rywalizacji. Nie wolno Ci tak mówić!

2 tyg później.
Obudził mnie dźwięk SMSa, zwykle cichego, dzisiaj jednak głośnego niczym wybuch wulkanu. Wzięłam telefon do ręki i najpierw popatrzyłam na godzinę - 6 rano O.o. Zabije! Wiadomość - Mateusz: "Nie mogę już tego znieść. Kocham Cię i nie mogę już tego przed tobą ukrywać. Wyjrzyj przez okno ". Zastanawiałam się o co może mu chodzić, więc chwyciłam klamkę i otworzyłam okno.
- Skoro już mnie obudziłeś to poczekaj chwile, zaraz zejdę. - powiedziałam, uśmiechając się delikatnie, próbując ukryć fakt, że byłam wściekła. Ubrana i odświeżona wyszłam na podwórko.
- Co się stało takiego ważnego, że zerwałeś mnie z łóżka bladym świtem?
- Musze Ci coś powiedzieć, ale będziesz zła.
- Aż się boję. - powiedziałam poważnie, patrząc mu w oczy. Oczekiwałam rumieńca, ale się nie pojawił.
- Bo wiesz.. -  to chyba faktycznie było ważne.
- Wiesz.. co ? - mówiłam zdenerwowana.
- Bo myśmy z tym wyścigiem z Robertem to na poważnie wzięli, a przegrany zakład go bardzo zdołował. - Słuchałam uważnie, żeby go dobrze zrozumieć i niczego nie przeoczyć. - Jest jeszcze jeden "mały' szczególik.
- Zaraz zaraz - mówiłam niby do niego, niby do siebie, nie słuchając już Mateusza wcale. - Skoro to był zakład o mnie i ty to wygrałeś, to co Robert jeszcze musiał zrobić? - mówiłam coraz bardziej bojąc się odpowiedzi i wyciągając coraz to nowsze wnioski. Nastała niezręczna cisza. Niestety wybuchłam.
- No mów że!
Jak mogłam się tak na niego wydzierać ?! Przecież on mnie kochał, starał się mi to jakoś delikatnie powiedzieć, był taki.. taki opiekuńczy i delikatny. Jak mogłam..
- To właśnie chciałem Ci powiedzieć. Przegrany musiał odejść.
Ugięły się pode mną kolana. W głowie zaczęło mi dudnieć, robiło mi się czarno przed oczami. Nabrałam wielkiej ochoty położenia się na ziemi i płakać.
- To nie prawda, to nie prawda, kłamiesz, kłamiesz. - Szeptałam, bo na nic innego nie miałam siły. Nagle poderwałam się na równe nogi. - Czekaj, co teraz będzie? Ze mną i z Robertem ? - mówiłam skołowana.
- Nic.. Nigdy więcej go nie zobaczysz. Nigdy więcej. Nigdy więcej. Nigdy więcej. - Ta myśl dudniła mi w głowie, w moim umyśle, jak najgorszy koszmar! Chciałam się gdzieś schować, zaszyć w najciemniejszy kąt jaki znałam i nigdy z tam tąd nie wychodzić. Przepłakać to wszystko. Tak długo jak będzie trzeba, tak długo aż to będzie możliwe. Dzień ? Tydzień ? Rok ? A może wieczność ? - Te wszystkie myśli przelewały mi się przez głowę. Mateusz podszedł do mnie i chwycił mnie za rękę. Najgorsze co mógł zrobić.
- Nienawidzę Cię ! - tak to musiało go zaboleć. O to chodziło. Miało go zaboleć. Tak jak mnie zabolały jego słowa i to co mi zrobili. Z miłości.. - Nienawidzę Cię ! Słyszysz ! - osłupiał na te słowa. Pojedyńcza łza spłynęła po jego policzku. Odwróciłam się i pobiegłam do stajni. Bez jego odpowiedzi i reakcji wbiegłam do stajni zamykając drzwi. Weszłam do boksu Miss i się do niej przytuliłam. To był koniec.
******************************
Przepraszam ! przepraszam ! przepraszam bardzo ! ;** Ale nie miałam czasu ty wchodzić a co dopiero coś pisać. Szkoła konie szkoła konie etc. No więc same wiecie. No ale rozdział jest. Rozdział taki jak mój humor. Dlaczemu ? Nie wiem ;< Życze miłego czytania. Pa!

poniedziałek, 16 września 2013

Rozdział 17.

Jazda zapowiadała się obiecująco. Krystian wsiadł na Primę, którą pomogła mu ubrać Natalia. Najpierw wzięłam go na lonże, a Zuzia z Natalią usiadły na piasku, dalej od nas. Dobrze mu poszło i umówiliśmy się na następny dzień.
                                                 ***
- Ej Nati !Dobrze się dogadujecie z Krystianem. Szykuje się romansik ? :D - miałyśmy z Zuzką ubaw, a to ostatnie powiedziałyśmy razem i wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Ej no !Podoba mi się i lubię go no ale..
- Co ale ?! - znowu odezwał się nasz chórek. - Nie ma "ale" ! Działaj ! - Natalia wstała i podeszła do okna. Nie odzywała się, a my z Zuzią zaczęłyśmy rozmawiać.
- Szkoda mi jej ;< Chyba naprawdę się zakochała. Gdyby jeszcze on czuł to samo.
- Mam nadzieje, że tak jest.
                                                 ***
Po kilku jazdach postanowiliśmy z Krystianem, że trochę pokłusujemy. Gdy Zuzia i Natalia go zobaczyły, pękały ze śmiechu, ponieważ można było poznać, że jeździ pierwszy raz. Sama także wybuchnęłam śmiechem. Chłopak zaczerwienił się. Niestety, przez przypadek upuściłam lonże i Prima się wystraszyła. Galopowała po całej hali, a gdy Zuzia wstała i chciała chwycić ją, klacz stanęła dęba. Krystian spadł. Natalia podbiegła do niego ze łzami w oczach. Zuzia już trzymała Primę.
- Krystian ? żyjesz ? Otwórz oczy ! Proszę ! - Natalia próbowała jakoś go "obudzić"
- Zdejmij mu kask. - Natalia wykonała polecenie. Ja, biorąc go, podałam Zuzi.
- Masz. Wsiadaj na nią i pojeździj. - odjechała.
- Kris ? - zdziwiłam się. Widziałam, że gdy Natalia popatrzyła na konia i Zuzkę, Kris otworzył delikatnie oczy. Natalia błagała, żeby się obudził. Nachyliła się nad nim, aby posłuchać, czy oddycha. Kris miał inne plany. Natalia pochyliła się, a on .. pocałował ją.
- No to masz swojego księcia. Żywego xd - powiedziałam do Natki, która nie słuchała mnie, tylko nadal całowała się z Krisem. Gdy wreszcie się od siebie odkleili, Krystian wstał, chwytając ją za rękę.
- To może kończymy ? - spytał, popatrzył na mnie i roześmiał się. - Może wybierzemy się gdzieś ? We czwórkę ?
- Zuzia ?
- Ja się zgadzam.
- No to gdzie jedziemy ? - spytałam, uśmiechając się.
- Kino i pizza ? - zaproponował Kris, nie odrywając oczu od Natalii.
- No to załatwione. To ja pojadę do domu się przebrać. Wy zróbcie to samo. Będę za godzinę .
- Pa ! - krzyknęłyśmy wchodząc z Zuzką do domu. - Nati ! Chodź już ! - wcale się nie znali, a już nie mogliśmy ich od siebie oderwać.
- Idę ! - pocałowała jeszcze raz Krisa i weszłyśmy do domu. Wariatka zaczęłam skakać po kanapie i krzyczeć : Podobam mu się ! Podobam mu się ! Życie jest piękne !
                                                ***
- To co ubieramy ? - spytała podekscytowana Natalia.
- Ja ubieram yy.. ciuchy ? xd - zażartowałam.
- Bardzo śmieszne ! - krzyknęła Nati z udawanym oburzeniem.
                                                ***
Wystrojone i w wyśmienitych nastrojach jedliśmy pizze z Krisem. Śmialiśmy się, żartowali, wygłupiali, ale cóż.. nic nie może przecież wiecznie trwać. Zaczęliśmy jeść, zapadła cisza i zadzwonił mój telefon.
- Co ?! Jak to ?! Jak to się stało ?! Gdzie ?! - ta krótka rozmowa sprawiła, że wesoła atmosfera i humor całej czwórki uciekły jak powietrze z balonika. Zatkało mnie.
- Co się stało ? Coś z babcią ? Z Miss ? Aga powiedź coś - przyjaciele obsypali mnie pytaniami.
- Ra.. Ra.. Rafał jest w szpitalu ! - powiedziałam drżącym głosem, wtulając się w ramię Natki.
*********************
Oto następny rozdział ! Notatki już mi się skończyły, wiec przepisywanie się skończy ;< Nie wiem jak to będzie, bo nie wiem czy dam rade, no ale do odważnych świat należy xDDD Dobra nie pieprze już, mam nadzieje, że wam sie spodobało i komentujcie ;DD ! ;** Pa !

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 16.

 
                       Droga Ago !
                  Nie potrafiłem ci tego powiedzieć wprost i na początku wydawało
                  mi się to absurdalne, ale gdy zobaczyłem Cię z Rafałem to nie
                  mogłem wytrzymać. Po którymś razie Nie wytrzymałem i musiałem
                  wyjechać. Nie znam Cię wcale i głupio mi, ale tak Cię kocham !
                  Rozmawiałem z twoja babcią i obiecała, że powie, że mnie zwolniła.
                  Bałem się, że będziesz nieszczęśliwa po tej wiadomości. Nie
                  chciałem Cię nie niepokoić. Nie ma mnie i nie ma problemu.
                  Zostawiam Ci mojego Cruciatusa. Wiem, że dobrze się nim
                  zaopiekujesz.
                                                
                                         Zawsze kochający Cię Tomek

Nie mogłam w to uwierzyć. Bolało mnie to. Missisipi a teraz jeszcze to. Nie mogłam w to uwierzyć. Z tym jakże "wspaniałym" humorem zasnęłam, a słona łza spłynęła mi po policzku.
                                    ***
Minęły 2 tygodnie od kąd Missisipi i ja jeździłyśmy na oklep w śniegu. Teraz kara była już prawie zdrowa, operacja przeszła pomyślnie i wszystko będzie dobrze. Za tydzień mogłam już na nią wsiąść, a za dwa tygodnie.. FERIE !!! Dziewczyny miały do mnie przyjechać na całe dwa tygodnie. Odliczałyśmy dni, aż w końcu nadszedł oczekiwany dzień. Dziewczyny przyjechały w sobotę rano. ja już miałam przygotowany sprzęt. Położyłam skrzynkę ze szczotkami, a siodło i ogłowie powiesiłam na wieszaku przy boksie koni, na których zawsze jeździłyśmy. Dziewczyny przyjechały z mamą Zuśki i Natalii, które bardzo się ze sobą przyjaźniły. Przynajmniej miały siebie w drodze powrotnej. Wrzuciłyśmy torby do przedpokoju i pobiegłyśmy ubierać konie. Teren był cudowny !
- Co to za samochód ? - spytała na Natalia zdziwiona.
- Nie mam pojęcia. Choćby zobaczyć.
Wstawiłyśmy konie do boksów. Rozebrałyśmy i nakryły derkami.
- Czego tu szukasz ? - spytałam rozglądającego się po pastwiskach chłopaka.
- Ooo.. Cześć ! Jestem Krystian. -odpowiedział z uśmiechem i podał mi rękę.
- A jesteś tu w sprawie ..? - wtrąciła Natalia, jak zawsze podekscytowana nowym znajomym.
- Chciałem nauczyć się jeździć. Jest taka możliwość ?
- Niestety nie prowadzimy jazd. - powiedziałam z udawanym smutkiem. Natalia szturchnęła mnie niezauważalnie, ale bardzo wyczuwalnie łokciem, więc dodałam, ale raczej wyksztusiłam. - Ale w sumie to mogę się zgodzić. Tylko nie ma kto tych jazd prowadzić.
- A ty jeździsz konno, prawda ? - spytał z uśmiechem na twarzy.
- Tak. Jeżdżę. Od małego. trudno nie jeździć, mieszkając i żyjąc sąsiadując ze stajnią. - powiedziałam wrednie.
- Więc kłopot rozwiązany. Ty mnie naucz. Bardzo mi na tym zależy. Jesteś wolna ?
- Ma chłopaka ! I Bardzo kocha ! - wypaliła Zuza, a Natalia prychnęła.
- Chodziło mi, czy mógłbym mieć teraz jazdę czy nie pasuje Ci ?
- Tak wiem .. zrozumiałam i przepraszam za nią. W sumie.. - popatrzyłam pytająco na dziewczyny, ale Natalia była zajęta gapieniem się na chłopaka, ale kipiało z niej : TAAAAKK !¦ , a Zuzka przytaknęła.
- Dobra, to jakiego konia chcesz ? - nie zdążyłam dokończyć, bo Natalia przeszła do działania. Chłopak był wyraźnie nią zainteresowany. - To ja Cie oprowadzę i wybierzesz sobie. - Natalia wzięła go pod rękę i tyle ich widziałam.
- Coś mi się wydaje, że szykuje się romans - szepnęła Zuzka i wybuchnęłyśmy śmiechem. Rozbawione poszłyśmy oznajmić rodzicom co ma się wydarzyć.
- I co ? wybrałeś jakiegoś ? - spytałam, śmiejąc się.
- Nie wiem. Wszystkie są świetne.
- A co powiesz na Primę ? - powiedziałam, wskazując na bułana klacz.
- Podoba mi się ! To ja idę po kask. - powiedział i odszedł.
*****************
Pojawiła się nowa postać. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Będzie jeszcze kilka rozdziałów i koniec pierwszego tomu.




sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 15.

Oscar zadomowił się w stajni na dobre. Wystawiliśmy ogłoszenie, że jest na sprzedaż, bo babcia powiedziała, że nie chce białego konia, bo brzydki. Może faktycznie. Tylko był jeden problem : "Po co komu roczny źrebak, na którym nie można jeździć? Po co komu "darmozjad" ? " W końcu padła decyzja, że Oscar zostaje i będzie sprzedany dopiero po zajeżdżeniu.
                                      ***
Wiatr rozwiewał mi włosy. Tego dnia postanowiłam spróbować jazdy na oklep. Fakt, że nie był to mój pierwszy raz, ale teraz zamierzałam zaszaleć. Ubrałam jej kantar i przypięłam dwa uwiązy,związując je razem. Wskoczyłam z trudem na grzbiet i ruszyłam na padok. Jeździłam już kilka minut i zaczęłam kłusować. Strasznie mnie wybijało. Przeszłam do stępa i położyłam głowę na zadzie. Po chwili jednak wstałam i postanowiłam zagalopować. Bałam się, ale jakoś mnie ciągnęło. Przeszłam do kłusa i zagalopowałam. W tym momencie Miss wyszła spode mnie i uderzyłam w ziemię. Nic mi się nie stało, tylko się poobijałam. Wsiadłam w powrotem i spróbowałam zagalopować. Galopowałam szaleńczo po łące,śmiejąc się. Miss miałam na sb derkę, którą dostałam na święta,a śnieg pod kopytami wcale jej nie przeszkadzał. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Mogłabym tak godzinami, ale cóż ? trzeba było wracać. Wróciłam, odstawiłam klacz do boksu i poszłam do domu. To był najlepszy teren w moim życiu. W nocy obudziło mnie rżenie. Pobiegłam do stajni i zobaczyłam Missisipi oddychającą i chrapiącą i śmiesznie kichającą.
- Halo ? babcia ? przyjdź proszę do stajni Miss dziwnie oddycha.
Po chwili babcia była w stajni.
- Zadzwoń po weterynarza
Zadzwoniłam, wzięłam derkę dla Mis i wróciłam do babci.
- A co z Tomkiem ? Przecież od tego tu jest.
- Był. Zwolniłam go dawno temu.
- Ale przecież Cruciatus nadal tu jest - powiedziałam zdziwiona
- To dobry koń, więc odkupiłam go od Tomka, który potrzebował pilnie pieniędzy.
                                                    ***
Weterynarz przyjechał i zdecydował, że Missisipi ma chore zatoki i potrzebna będzie operacja. Umówiliśmy się na jakąś tam datę, ale byłam strasznie roztrzęsiona. Poszła do pokoju odpocząć, rzuciłam sie na łóżko, a wzrok mi utkwił na kartce leżącej na oknie. Wstałam i wzięłam ją do ręki. ********************
Jestę okrutnę człowiekę ;3 Kończę w takim momencie xd Muahahahahah :D Jak myślicie ? Czego będzie dotyczyć tajemnicza kartka ? Hahahaha.. nigdy tego nie zgadniecie. Okrutna ja ! xd No cóż, o ile jutro będzie mi się chciało coś wstawić to wstawię, a no i przepraszam za długą nieobecność :< Jadę w teren, muszę się wyspać. Bye ;*
p.s. dla dociekliwych ..tak wiem ! moje bohaterka jest bardzo utalentowana ;3

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 14. + czytajcie dopisek

Otwierając tylnie wejście na teren stajni wjechaliśmy na podwórko. Zeskoczyłam z Missisipi, wzięłam line do ręki i próbowałam wprowadzić ogierka na małą, krytą ujeżdżalnię i pobiegłam do domu.
- Mamo ! tato ! babciu ! Chodźcie szybko ! Mam niespodziankę !
- Co się stało ? - spytał tata, zbiegając ze schodów przerażony
- Nic złego - odpowiedziałam zachwycona
Wszyscy wyszli i szli za mną na ujeżdżalnię, niczego nie podejrzewając.
- Tadam ! - rozłożyłam ramiona szeroko i pokazałam konia białego jak śnieg, który szaleńczo galopował przed nami.
- skąd go wyczasnęłaś ? - spytała babcia zdziwiona
- Byliśmy na przejażdżce z .. a właśnie, gdzie on jest ? - obejrzałam się po ujeżdżalni i widowni. Nagły krzyk zwrócił moja uwagę. Po ujeżdżalni galopował nadal biały źrebak, ale był na niej także.. Rafał, którego wcześniej nie zauważyłam.
- Pomocy ! On mnie prześladuje ! - krzyczał przerażony
Wybuchnęliśmy śmiechem, a Rafał nadal biegał w kółko, próbując uciec przed maluchem.
- jak będziesz tak dalej uciekał to nigdy nie przestanie Cię gonić - odezwała się babcia, bo ja ze śmiechu nie dawałam rady. - On chce się bawić, więc przestań się drzeć i uciekać i pobaw się z nim.
Zatrzymał się jak wryty, a koń podszedł do niego zaczął go trącać nosem. Rafał pogłaskał go po czole, zrobił wielkie oczy i roześmiał się.
- Co z nim zrobimy ? - Odezwała się mama pierwszy raz od początku rozmowy.
- Narazie zostawmy go tutaj, a potem damy go do wolnego boksu obok Zorzy. Damy ogłoszenie może ktoś się zgłosi. - wszyscy zgodziliśmy się z babcią, że będzie to najlepsze rozwiązanie.
                                       ***
Nadszedł wieczór. Zaprowadziłam Oscara (bo tak postanowiliśmy go nazwać, by nie wołać na niego "bezimienny") do wolnego boksu. Od razy wychłeptał pół wiadra wody. Nic dziwnego, w końcu śniegiem nie da się ugasić pragnienia. Wzięłam mu wiadro z pod pyska i dolałam ciepłej wody, żeby się nie przeziębił. Nakarmiony, napojony, szczęśliwy(może) i zmęczony Oscar leżał w boksie. Przez uchylone drzwi wkradła się Dżeki i podchodząc wręczyła mi kilka mokrych całusów. Poszłyśmy do domu. Wlekąc sie po schodach, zasypiałam. Wdrapałam się na łóżko i zasnęłam.
Wstałam rano, zeszłam do kuchni i zjadłam kilka kanapek. Wypiłam kubek gorącego kakao i wróciłam sie ubrać. Schodząc z powrotem, wzięłam jabłko ze stołu, włożyłam kurtkę i wyszłam do stajni. Jabłko dałam Oscarowi na pół z Miss i poszłam po rząd do siodlarni. Ubrałam Miss i pojechałam w teren.
                                       ***
Święta, święta i po świętach. A no właśnie. Opisałam święta jako wizytę nowego konia w stajni, a nie opisałam prezentów, atmosfery i tego wszystkiego. A co do prezentów to.. dużo tego. Od babci dostałam nową kurtkę, którą ostatnio zachwycałam się na wystawie sklepowej, od rodziców derkę dla Miss i srebrną bransoletką "A ♥ M", grawerowanymi na środku. Jak co roku składania życzeń odbyło się w stajni. Złożyliśmy sobie nawzajem życzenia, a potem ja poszłam do Missisipi,dać jej derkę, babcia do Gracji, a mama i tata do Kwanta. Do pozostałych koni poszliśmy wszyscy razem. Towarzyszyło nam dużo śmiechu i dobry humor
*****************
Na początek przepraszam, że tak długo nie było notki. Nie chciało mi się. A no i byłam dzisiaj na treningu. Jechałam parkur z czego się strasznie jarałam, bo to pierwszy raz było xDD A teraz :
Kazałam czytać dopisek, albowiem
...
...
...
...
MAM DZISIAJ URODZINY !!!
Z końskich rzeczy dostałam książkę o koniach Karoliny Wengerek z jej autorskimi zdjęciami koni. Podoba mi się :) Nie przynudzam już i czekam na komentarze. Pa pa ^^

środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 13.

Jazda konna weszła nam już w zwyczaj. Rafałowi spodobało się to, ja zaś cieszyłam się, że znaleźliśmy jakieś zajęcie, które oboje lubimy i nie musieliśmy z niczego rezygnować. Rafał zaczął łapać zasady i całkiem nieźle mu szło. Po kilku jazdach zaczął nawet skakać. Koperty, kopertami, ale zawsze coś.
                                        ***
Nareszcie święta. Bardzo lubię święta. Choinka, śnieg, prezenty. Niestety Rafał miał wyjechać na święta do babci i mieliśmy się nie widzieć przez 2 tygodnie. Na pożegnanie pojechaliśmy na przejażdzkę. Szaleńczy galop sprawił, ze zapomnieliśmy o wyjeździe Rafała i śmiejąc się, przemierzaliśmy łąkę pokrytą śniegiem. Nagle coś zaszeleściło w krzakach, gdy wjeżdżaliśmy do lasu. Jechałam dużo przed Rafałem, więc spanikowana pojechałam z powrotem do niego.
- Tam coś jest - wyjąkałam ze strachu, podjeżdżając najbliżej jak się da i chwyciłam go z całej siły za rękę. - Boję się !
- Uspokój się, gdzie ? - spytał odwzajemniając mój uścisk.
- okazałam mu krzaki, które znowu sie ruszały.
- Co robimy ?! spytałam ze łzami w oczach.
Prima była dość niespokojna, ale stała nadal w tym samym miejscu. Miss w odróżnieniu od niej, zaczęła głośno rżeć i stanęła dęba. Próbowałam ją jakoś uspokoić, ale na próżno. Nagle Prima ruszyła w stronę ruszających się krzaków. Wybiegł z nich bielutki źrebak.
- Jaki śliczny - powiedziałam, schodząc z Miss i oddając wodze Rafałowi. Wyciągnęłam rękę i zbliżyłam się do małego. Za każdym moim krokiem, biały cofał się.
- Daj linę - rozkazałam chłopakowi, który najwidoczniej był temu przeciwny.
- Nie znasz go. Może ci coś zrobić .
- Znam się na koniach. Daj linę. Jest przypięta do siodła. Jeśli uda mi się podejść wystarczająco blisko, zarzucę mu pętle na szyje i już mi nie ucieknie.
Wiedząc, ze ze mną nie wygra, Rafał siedział na koniu i obserwował całą sytuacje. Od źrebaka dzieliło mnie jakieś dwadzieścia metrów. Raz się żyje, pomyślałam i rzuciłam obręczą liny w jego stronę. Pudło. Młody się wystraszył i uciekł. Szybko wskoczyłam na konia.
- Jedź za nim, ja przyśpieszę i zastawie go z boku. - Rafał wyjątkowo posłusznie pojechał za białym. Galopując,słysząc stukot kopyt bez podków(konie ze stajni były podkute na 4 kopyta), kazałam Missisipi przyśpieszyć. Pojechałam na skraj lasu i stanęłam przed białym, który z rozpędu wjechał prosto przede mnie i założyłam mu linę na szyje.
- Udało się, jesteś genialny. Wracajmy do domu. Trzeba o pokazać rodzicom i babci - mówiłam, uśmiechając siś coraz szerzej przy każdym słowie. Byłam dumna z siebie i z Miss. Po małych oporach młodziak, okazał posłuszeństwo i wróciliśmy do domu.
**************
Ja o zimie, a tu taki upał ;< Roztapiam się ! Rozdział dosyć krótki, ale chyba ciekawy. Sami zresztą osądźcie. Mam nadzieje, że będzie więcej, bo pod ostatnim postem tylko 2 komentarze.

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 12. cz. 2

 Umówiliśmy się z Rafałem, że będziemy na nasze spotkania wybierać zajęcia, które lubimy. Ponieważ ostatnie spotkanie było na meczu, w którym grał Rafał więc teraz moja kolej. Zaprosiłam go do siebie, a gdy pytał co będziemy robić, powiedziałam tylko że to niespodzianka.
- Cześć mała - powiedział na przywitanie i mnie przytulił - Co to za niespodzianka ? - zapytał zapytał po raz kolejny.
- Zobaczysz - zaśmiałam się, wzięłam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Zamknij oczy i zaczekaj tu na mnie - powiedziałam, Rafał zrobił to o co go prosiłam.
A ja poszłam po ... uwiąz.
- Daj rękę - otworzył oczy, a ja podałam mu uwiąz. Rafał popatrzył na mnie zdziwiony.
- Będziemy jeździć konno - uśmiechnęłam się - Proponuję Primę, nie sprawi Ci kłopotów. Stoi w drugim boksie od lewej. Podeszliśmy do boksów swoich koni i zaczęliśmy je czyścić. Miss stała w trzecim boksie od prawej. Więc mogliśmy pogadać przy pracy.
- Nie dam rady - powiedział załamany Rafał - Pomóż mi, proszę.
- Dasz, dasz. Chodźmy po siodła i jedziemy, a przynajmniej ja - zaśmialiśmy się.
- Aż tak źle chyba nie będzie - uśmiechnął się - chyba że dałaś mi wrednego konia.
- Prima jest doskonała dla ... początkujących - podałam mu siodło i ogłowie, a on załamał się pod tym ciężarem.
Zaśmiałam się.
- Dasz radę to zanieść ?
- Jasne to wcale nie jest ciężkie.
Ubraliśmy konie i z małą pomocą Rafał usiadł na grzbiecie Primy. 
Wyjechaliśmy na otwartą przestrzeń i zagalopowałam. Kłus nie sprawił mu większych problemów, ale z galopem było już gorzej.
- Je..ste..ś.. pe..wna.. że.. to.. do..bry.. po..mysł ? - próbował powiedzieć, ale galop go mocno wybijał i jęczał, że wszystko go boli, od klepania w siodło.
Zatrzymałam się, a on zaraz do mnie dojechał.
- Postój ? - spytał błagalnie Rafał. Widać było, że jest zmęczony.
- Ok - odpowiedziałam chichocząc po cichutku, gdy zszedł z konia i zaczął dziwnie chodzić.
- Pięknie tu - powiedział, rozglądając się.
- Racja - odpowiedziałam, przywiązując konie i odpinając popręgi.
Wziął mnie za rękę, uśmiechnął się i usiedliśmy na powalonym drzewie. Wiał chłodny, jesienny wiatr, konie parskały cicho. Było bardzo romantycznie. Niestety nic nie trwa wiecznie.
- Musimy wracać, mama kazała wrócić na siedemnastą, a z tego co pamiętam, mieliśmy spędzić dzień w siodle ?
- Co racja, to racja. Wsiadajmy.
Zapięłam popręgi i ruszyliśmy w drogę. Najpierw trochę stępa, potem kłus, a później Rafał poprosił mnie, aby stanęła i przyglądała się jego jeździe.
- Miałam nadzieję, że będzie dużo śmiechu, ale nie myślałam, że aż tyle - powiedziałam, wybuchając śmiechem.
**********************
Gdyby nie Dominika to nie wstawiłabym tego. Nie ma to jak przepisywać rozdział z kartek. Hahaha.. ten mój bałagan xd Nie przynudzam, mam nadzieje, że dobrze się czytało. Rozdział średnio mi sie podoba i na pewno to skomentujecie, więc czekam na wasze uwagi. Branoc ;>>