Dobra, wstawie tyle ile mam, bo dawno nie było. Czy to jakis cud ?! Koniowata pochwaliła mój rozdział :O Mam sie bać, Koniowata ? xD
***************************
Obudziłam się ze strasznym bólem głowy. Kręciło mi się w głowie. Dzisiaj szkoła. Grr ;<.
-Wstawaj córeczko - do pokoju weszła mama
-Głowa mnie strasznie boli.
-Chcesz zostać w domu ?Dzisiaj masz test z matematyki. Zawiozę cie do szkoły na 4 lekcje, a potem odbiorę, ok?
-Jasne, dziękuję, kocham Cię.
-Ja ciebie też córeczko. Prześpij się, na pewno Ci przejdzie - podeszła, ucałowała mnie w czoło i wyszła.
***
Obudziłam się dwie godziny później, wzięłam prysznic, ubrałam się i zeszłam na dół. Z kubkiem gorącej herbaty usiadłam na kapanie i włączyłam telewizor. Secretariat ! No właśnie. Oglądałam go ostatnio. Obejrzałam go do końca, chociaż znam go na pamięć. Mama zeszła już na dół i jadła śniadanie.
-Idź po plecak kochanie, bo się spóźnisz.
Bez słowa weszłam po schodach do swojego pokoju i zbiegłam z powrotem. Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do samochodu.
***
W szkole, aż huczało od plotek. Do trzeciej klasy doszedł jakiś przystojny chłopak. Wszystkim dziewczynom się podobał, a oczywiście pierwszą osobą, z którą gadał była.. m ja. Od razu się zaprzyjaźniliśmy, ale nie potrafiłam wyobrazić sobie, że mógłby mi się podobać. Byłam wyjątkiem. Gdy tylko nie byłam gdzieś z nim. Czy w bibliotece, czy na stołówce, któreś dziewczyny zagadywały do mnie jak to robię, albo czy mogłabym coś Rafałowi (bo tak miał na imię) o nich powiedzieć. Zawsze odpowiadałam, że nawet gdybym powiedziała mu o którejś z nich to nie byłoby pewne czy się z nimi umówi lub chociaż pogada. Po kilku tygodniach zaczęły chodzić plotki, że jesteśmy razem.
-Cześć.. musimy.. hahahaha - zaczęliśmy gadać to samo w tym samym czasie.
-Wiesz o.. -zaczęłam.
-Tak, wiem. - odpowiedział z uśmiechem.
-Co z tym zrobimy ?-spytałam.
-Są dwa wyjścia - uśmiechnął się - Albo ignorujemy albo ...
-Albo...? - spytałam, nie domyślając się odpowiedzi, ale prosząc w myślach, żeby to nie było nic złego.
-Albo... - pocałował mnie.
-Zdecydowanie druga opcja - zaczęłam i uśmiechnęłam się do Rafała, który stał oparty ręką nad moja głową o szafki.
Zaśmialiśmy się i wyszliśmy na korytarz, na którym osoby obecnie niczego nie przypuszczały. A jednak ! To nie był tylko mój przyjaciel. Nie byłam jednak wyjątkiem, nie byłam dziewczyną, której się nie podobał. Szalałam za nim, ale na szkolnym korytarzu postanowiliśmy być tylko przyjaciółmi. Jednak Rafał wielokrotnie się zapominał, ale ja go powstrzymywałam. Próbował mnie kilka razy pocałować. Wariat mój kochany =D!
********************
Rozdział napisałam dawno, dawno, ale jakoś nie miałam czasu wstawić :< Wstawiam więc i przepraszam. Rozdział pomieszany z moim obecnymi myślami i tym co napisałam rok temu xd Dobra.. szalona ja dodaje z nudów rozdział o 2 w nocy więc nie będę się rozpisywać xd Branoc ;***
"Dobry trener słyszy, gdy koń do niego mówi. Wielki trener słyszy nawet jego szept"
czwartek, 25 lipca 2013
niedziela, 14 lipca 2013
Rozdział 11.
Byłam strasznie wystraszona, co będzie z Missisipi. Ręce mi się pociły, cała się trzęsłam.
-Mam dobrą i zła wiadomość.
-Tą zła poprosimy - wyparowałam.
Lekarz powiedział, że Kara ma chore jelita i żołądek i rozmawiał z rodzicami, co i jak trzeba robić. Nie potrafiłam się skupić na tym co mówi, byłam strasznie rozdrażniona.
-Och, zapomniałbym ! Aga- zaczął weterynarz, uśmiechając się do rodziców, a oni do niego.- Idź po swojego konia, bo zaraz umrze tam, ale z tęsknoty. - Na te słowa rzuciłam się do drzwi .
- Do końca i w lewo ! - Zawołał za mną, ale doskonale wiedziałam gdzie iść, a raczej biec.
***
Zabraliśmy Miss do domu, a ja nie odstępowałam jej na krok. Mama zaproponowała, żebyśmy spały dzisiaj w stajni. Chętnie się na to zgodziłam. Wzięłyśmy śpiwory, gorącą herbatę i poszłyśmy. Wygłupiałyśmy się ,siedząc przy drzemiącej Missisipi. Jak ona się zmieniła od mojego przyjazdu. Miłość od pierwszego wejrzenia chyba. Ułożyłam się wygodnie i widząc, że z Karą wszystko w porządku, powoli zasnęłam.
Obudziła mnie rano, trącając cieplutkimi chrapami. Ucałowałam je, wstałam i poszłam do domu coś zjeść. Wzięłam kąpiel, przebrałam się i z dziwnie dużą dawką energii, wróciłam z powrotem .Poszłam do stajni, ale konie właśnie były karmione, więc postanowiłam, że nie będę jej przeszkadzać. Postanowiłam popracować z Demonem (kiedyś pasował do tego imienia, ale po zmianie właściciela mógłby się raczej nazywać "Pomiziasz mnie w chrapki?" albo "Przytulanka" :D). Był u nas od pewnego czasu, a właściciel pozwolił mi spędzać z nim czas jak tylko chce. Nie jeździłam jednak na nim. Zajmowałam się nim, bo właściciel przyjeżdżał do niego raz na tydzień, a koń miał dużo energii więc pracowałam z nim na lonży w wolnej chwili, przez co tracił nadmiar energii i coraz lepiej znosił siodło i wędzidło, chociaż był ujeżdżony i grzeczny. Dobrze działał na łydki był posłuszny. usiadłam w siodło i zaczęłam kręcić się w siodle. Nic. Oczekiwany efekt. Zaprowadziłam go do boksu i postanowiłam posiedzieć trochę z Karą. Poleżałam jej na grzbiecie, gdy on skubała leniwie siano.
-Czy zaszczyci mnie pani swoją obecnością i wybierze się ze mną na spacer? - Wyszeptałam do karego ucha i otworzyłam drzwi boksu. Po drodze wzięłam kantar i uwiąz i poprowadziłam klacz do tylniej bramy. Zeskoczyłam, założyłam kantar i weszłyśmy na leśną dróżkę prowadzącą do lasu. Drzewa pięknie ustrojone żółtymi, pomarańczowymi i czerwonymi barwami tworzy obraz jak z bajki. Przeszłyśmy się po lesie i wróciłyśmy do domu. Ściemniało się. Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie herbatę i położyłam się do łóżka. Włączyłam muzykę i odcięłam się od świata. Dobrze, że się spakowałam. Grr ;< Jutro szkoła.
********************************
Rozdział krótki. Jestem dziwnie zmęczona. Napisany teraz na szybko, ale starałam się :P Cóż, zresztą sami oceńcie. Ja spadam, a wy nadal możecie zadawać pytania w poprzednim poście :) Papa ^ ^
-Mam dobrą i zła wiadomość.
-Tą zła poprosimy - wyparowałam.
Lekarz powiedział, że Kara ma chore jelita i żołądek i rozmawiał z rodzicami, co i jak trzeba robić. Nie potrafiłam się skupić na tym co mówi, byłam strasznie rozdrażniona.
-Och, zapomniałbym ! Aga- zaczął weterynarz, uśmiechając się do rodziców, a oni do niego.- Idź po swojego konia, bo zaraz umrze tam, ale z tęsknoty. - Na te słowa rzuciłam się do drzwi .
- Do końca i w lewo ! - Zawołał za mną, ale doskonale wiedziałam gdzie iść, a raczej biec.
***
Zabraliśmy Miss do domu, a ja nie odstępowałam jej na krok. Mama zaproponowała, żebyśmy spały dzisiaj w stajni. Chętnie się na to zgodziłam. Wzięłyśmy śpiwory, gorącą herbatę i poszłyśmy. Wygłupiałyśmy się ,siedząc przy drzemiącej Missisipi. Jak ona się zmieniła od mojego przyjazdu. Miłość od pierwszego wejrzenia chyba. Ułożyłam się wygodnie i widząc, że z Karą wszystko w porządku, powoli zasnęłam.
Obudziła mnie rano, trącając cieplutkimi chrapami. Ucałowałam je, wstałam i poszłam do domu coś zjeść. Wzięłam kąpiel, przebrałam się i z dziwnie dużą dawką energii, wróciłam z powrotem .Poszłam do stajni, ale konie właśnie były karmione, więc postanowiłam, że nie będę jej przeszkadzać. Postanowiłam popracować z Demonem (kiedyś pasował do tego imienia, ale po zmianie właściciela mógłby się raczej nazywać "Pomiziasz mnie w chrapki?" albo "Przytulanka" :D). Był u nas od pewnego czasu, a właściciel pozwolił mi spędzać z nim czas jak tylko chce. Nie jeździłam jednak na nim. Zajmowałam się nim, bo właściciel przyjeżdżał do niego raz na tydzień, a koń miał dużo energii więc pracowałam z nim na lonży w wolnej chwili, przez co tracił nadmiar energii i coraz lepiej znosił siodło i wędzidło, chociaż był ujeżdżony i grzeczny. Dobrze działał na łydki był posłuszny. usiadłam w siodło i zaczęłam kręcić się w siodle. Nic. Oczekiwany efekt. Zaprowadziłam go do boksu i postanowiłam posiedzieć trochę z Karą. Poleżałam jej na grzbiecie, gdy on skubała leniwie siano.
-Czy zaszczyci mnie pani swoją obecnością i wybierze się ze mną na spacer? - Wyszeptałam do karego ucha i otworzyłam drzwi boksu. Po drodze wzięłam kantar i uwiąz i poprowadziłam klacz do tylniej bramy. Zeskoczyłam, założyłam kantar i weszłyśmy na leśną dróżkę prowadzącą do lasu. Drzewa pięknie ustrojone żółtymi, pomarańczowymi i czerwonymi barwami tworzy obraz jak z bajki. Przeszłyśmy się po lesie i wróciłyśmy do domu. Ściemniało się. Weszłam do kuchni, zrobiłam sobie herbatę i położyłam się do łóżka. Włączyłam muzykę i odcięłam się od świata. Dobrze, że się spakowałam. Grr ;< Jutro szkoła.
********************************
Rozdział krótki. Jestem dziwnie zmęczona. Napisany teraz na szybko, ale starałam się :P Cóż, zresztą sami oceńcie. Ja spadam, a wy nadal możecie zadawać pytania w poprzednim poście :) Papa ^ ^
Ta dam !! ^^
Miał być 14 jest 14 :P
ODPOWIEDZI NA WASZE PYTANIA :
Koniowata :
na jakim poziomie jeździeckim jesteś, co robisz, co zaczynasz, czego się jeszcze uczysz?
Myślę, że jestem średnio zaawansowana. Galopuje, skacze niskie co prawda, ale nie mam z tym problemów. Instruktor nie poprawia mnie albo wcale albo bardzo rzadko. Nie zaczynam nic xd Wszystko "UMIEM", że tak to określę xd
Wiktoria Z :
1. Jak bardzo kochasz konie?
Bardzo <33 bardzo bardzo xd
2. Czy kochasz też inne zwierzęta prócz koni?
Lubie wszystkie, ale żeby jakoś wyjątkowo to nie :)
3. Co byś zrobiła, gdyby konie wyginęły (lol ale mi pytanie przyszło do głowy ;D )
Nie mam pojęcia i wole sobie tego nie wyobrażać ponieważ jestem uzależniona od jazdy konnej i to tak na serio i nie mówie tego jak mała dziewczynka że uwielbiam konie a zaraz już o nich nie pamiętam.
P.S. - 700 wejść !!! Dziękuję kochani ;*
P.S.2 - pytania możecie pisać jeszcze pod postem, będę na bieżąco dopisywac odpowiedzi :)
ODPOWIEDZI NA WASZE PYTANIA :
Koniowata :
na jakim poziomie jeździeckim jesteś, co robisz, co zaczynasz, czego się jeszcze uczysz?
Myślę, że jestem średnio zaawansowana. Galopuje, skacze niskie co prawda, ale nie mam z tym problemów. Instruktor nie poprawia mnie albo wcale albo bardzo rzadko. Nie zaczynam nic xd Wszystko "UMIEM", że tak to określę xd
Wiktoria Z :
1. Jak bardzo kochasz konie?
Bardzo <33 bardzo bardzo xd
2. Czy kochasz też inne zwierzęta prócz koni?
Lubie wszystkie, ale żeby jakoś wyjątkowo to nie :)
3. Co byś zrobiła, gdyby konie wyginęły (lol ale mi pytanie przyszło do głowy ;D )
Nie mam pojęcia i wole sobie tego nie wyobrażać ponieważ jestem uzależniona od jazdy konnej i to tak na serio i nie mówie tego jak mała dziewczynka że uwielbiam konie a zaraz już o nich nie pamiętam.
P.S. - 700 wejść !!! Dziękuję kochani ;*
P.S.2 - pytania możecie pisać jeszcze pod postem, będę na bieżąco dopisywac odpowiedzi :)
środa, 3 lipca 2013
Rozdział 10.
Niestety, podbiegłam i zobaczyłam leżącą Missisipi. Otworzone drzwi trzasnęły z okropnym hukiem. Jakiś koń zarżał niespokojnie i kopnął w ścianę boksu. Miałam to w nosie.
-Tato !!! Ratunku ! Taaaaaatoo ! -rozpłakałam się.
***
-Słyszałeś ?-przerwała- szybko biegnij do stajni, to Aga krzyczała, to pewnie coś z Miss-krzyknęła.
-Poradzisz sobie ?
-Dam radę ! Lepiej martw się o konia !
Tata zostawił mamę przed wejściem i po chwili był już przy mnie.
-Tato ! z Missisipi jest coś nie tak ,chyba ma kolkę.
-Szybko ,idź po kantar ,musi wstać .
Przyniosłam kantar z uwiązem ,podałam je tacie ,a on dał mi .. telefon .
-Dzwoń do weterynarza .Powiedź ,że ma ostrą kolkę.
Weszłam w mrok ,musiałam się przewietrzyć .Uspokoiłam się, przestałam płakać i zadzwoniłam. Weterynarz powiedział ,że mamy nie dac jej sie położyć ,że cały czas ,aż do jego przyjazdu ma chodzić i dał mi uwiąz ,a sam poszedł do siodlarni .Samochód weterynarza podjechał na podwórko i wet zaczoł rozmawiać z mamą ,która cały czas siedziała na kurtce taty na piasku na krytej ujeżdzalni ,która dziadek zbudował parenaście lat temu ,gdy trenował konie .Poszła do niech ,a ja zostałam z klaczą .Po jakichś 20 minutach cała trójka wróciła. Tata mnie zmienił, a ja przytuliłam sie do mamy i zasnęłam ze zmęczenia. Przebudziłam sie w swoim łóżku. Była 10 rano. W tym momencie mama weszla do pokoju.
-Przepraszam, obudziłam Cię ?
-Nie, właśnie zamierzałam wstać. Dlaczego mnie nie obudziłaś do szkoły ?
-Wczoraj nie dałaś się zabrać ze stajni do 3 nad ranem. Potem usnęłaś na dobre i tata zaniósł Cię do łóżka, a sam chodził z twoim koniem do rana.
Mama mówiła, że weterynarz zabrał ją do kliniki na badania, bo zaniepokoił go fakt, że ostatnio kilka razy miała kolkę. Pocieszała mnie, że się nią zaopiekuje i, że da znać kiedy będzie coś wiedział.
-Mogę ja odwiedzić ?
-Weterynarz mówił, że musi odpoczywać i lepiej jej na razie nie odwiedzać. -powiedziała i wyszła.
Oczy same mi się zamykały, postanowiłam się jeszcze zdrzemnąć. W końcu i tak nic nie zdziałam, a jeśli potem będę mogła to muszę się wyspać. Z taką myślą w głowie, zasnęłam. Potem babcia zawołała mnie na obiad, więc zeszłam, zjadłam i poszłam do stajni, zająć się czymś, przy czym zapomniałabym o martwieniu się o Miss. Wysprzątałam boksy, przyprowadziłam konie z padoków i wracając do domu, ułożyłam się na kanapie i oglądałam TV. W pewnym momencie zadzwonił telefon.
-Halo ?
-Agnieszka ! Mam wyniki badań. Przyjedźcie proszę to wyjaśnię wam resztę.
Odłączyłam się i poszłam szukać rodziców. Nie mogłam ich znaleźć, więc zadzwoniłam do taty.
-Gdzie jesteście ? Weterynarz powiedział, ze są już wyniki i mamy je odebrać. Dobra czekam na was .Pa!
Po kwadransie siedziałam już w samochodzie i jechaliśmy do kliniki.
Podeszliśmy do recepcji i skierowano nas do gabinetu nr 4. Zapukaliśmy do drzwi i weterynarz poprosił nas do środka.
****************************************
Przepraszam, że tak długo, ale jakoś tak wyszło . Postaram się dodać jutro kolejny rozdział . Ostatnio któraś z was mówiła, że nic o mnie nie wiecie. To zróbmy tak, napiszecie pytania w komentarzach a ja w osobnym poście napisze odpowiedzi :) Papa ! :P
-Tato !!! Ratunku ! Taaaaaatoo ! -rozpłakałam się.
***
-Słyszałeś ?-przerwała- szybko biegnij do stajni, to Aga krzyczała, to pewnie coś z Miss-krzyknęła.
-Poradzisz sobie ?
-Dam radę ! Lepiej martw się o konia !
Tata zostawił mamę przed wejściem i po chwili był już przy mnie.
-Tato ! z Missisipi jest coś nie tak ,chyba ma kolkę.
-Szybko ,idź po kantar ,musi wstać .
Przyniosłam kantar z uwiązem ,podałam je tacie ,a on dał mi .. telefon .
-Dzwoń do weterynarza .Powiedź ,że ma ostrą kolkę.
Weszłam w mrok ,musiałam się przewietrzyć .Uspokoiłam się, przestałam płakać i zadzwoniłam. Weterynarz powiedział ,że mamy nie dac jej sie położyć ,że cały czas ,aż do jego przyjazdu ma chodzić i dał mi uwiąz ,a sam poszedł do siodlarni .Samochód weterynarza podjechał na podwórko i wet zaczoł rozmawiać z mamą ,która cały czas siedziała na kurtce taty na piasku na krytej ujeżdzalni ,która dziadek zbudował parenaście lat temu ,gdy trenował konie .Poszła do niech ,a ja zostałam z klaczą .Po jakichś 20 minutach cała trójka wróciła. Tata mnie zmienił, a ja przytuliłam sie do mamy i zasnęłam ze zmęczenia. Przebudziłam sie w swoim łóżku. Była 10 rano. W tym momencie mama weszla do pokoju.
-Przepraszam, obudziłam Cię ?
-Nie, właśnie zamierzałam wstać. Dlaczego mnie nie obudziłaś do szkoły ?
-Wczoraj nie dałaś się zabrać ze stajni do 3 nad ranem. Potem usnęłaś na dobre i tata zaniósł Cię do łóżka, a sam chodził z twoim koniem do rana.
Mama mówiła, że weterynarz zabrał ją do kliniki na badania, bo zaniepokoił go fakt, że ostatnio kilka razy miała kolkę. Pocieszała mnie, że się nią zaopiekuje i, że da znać kiedy będzie coś wiedział.
-Mogę ja odwiedzić ?
-Weterynarz mówił, że musi odpoczywać i lepiej jej na razie nie odwiedzać. -powiedziała i wyszła.
Oczy same mi się zamykały, postanowiłam się jeszcze zdrzemnąć. W końcu i tak nic nie zdziałam, a jeśli potem będę mogła to muszę się wyspać. Z taką myślą w głowie, zasnęłam. Potem babcia zawołała mnie na obiad, więc zeszłam, zjadłam i poszłam do stajni, zająć się czymś, przy czym zapomniałabym o martwieniu się o Miss. Wysprzątałam boksy, przyprowadziłam konie z padoków i wracając do domu, ułożyłam się na kanapie i oglądałam TV. W pewnym momencie zadzwonił telefon.
-Halo ?
-Agnieszka ! Mam wyniki badań. Przyjedźcie proszę to wyjaśnię wam resztę.
Odłączyłam się i poszłam szukać rodziców. Nie mogłam ich znaleźć, więc zadzwoniłam do taty.
-Gdzie jesteście ? Weterynarz powiedział, ze są już wyniki i mamy je odebrać. Dobra czekam na was .Pa!
Po kwadransie siedziałam już w samochodzie i jechaliśmy do kliniki.
Podeszliśmy do recepcji i skierowano nas do gabinetu nr 4. Zapukaliśmy do drzwi i weterynarz poprosił nas do środka.
****************************************
Przepraszam, że tak długo, ale jakoś tak wyszło . Postaram się dodać jutro kolejny rozdział . Ostatnio któraś z was mówiła, że nic o mnie nie wiecie. To zróbmy tak, napiszecie pytania w komentarzach a ja w osobnym poście napisze odpowiedzi :) Papa ! :P
piątek, 28 czerwca 2013
Wakacje ,nudy i inne pierdoły ^ ^
No więc, Wakacje !!!! :D Kto by się nie cieszył, ale .. czujecie wg te wakacje ?! Ja nie. No cóż, chyba to przeżyjemy. Jakieś końskie plany macie na te wspaniale 2 miesiące ? Ja owszem. Galopik po plaży ,półkolonie ,morze i oczywiście przyjaciele przyjaciele i jeszcze raz przyjaciele .. przeplatając oczywiście z końmi, rzecz jasna. Przyjaciele, przyjaciółki właściwie. Pisać nie umiem dzisiaj, więc pokaże wam Kaje, z którą spędzę mam nadzieje, że dużą część tych wakacji <3 Kaja - dziewczyna oczywiście, zapalona koniara również ,wspaniała dziewczyna i moja przyszywana siostra. No to przedstawiam wam MOJĄ Kaję i jej kochany ryjek.

Na zdjęciu z jakimś puchatym maluchem .Słodziaki <3
Po za tym, to do napisania tego posta skłoniła mnie ..nuda. Odpukać, żeby było jej w te wakacje jak najmniej. Po za tym to mam złą wiadomość. Obsypie was zdjęciami. Przepraszam, ale jak zawsze zakręcona ja, dodaje zdjęcia z zimy xD Bez komentarza. Dobra to macie zdjęcia i nie zabijać mnie prosze za ta zimee.

Kucyśś z języczkiem :P
Buzi Buzi ^^ :*

Przysmaczek albo psikus :D

Tarancik <3

Z pozoru spokojny i niegroźny .. no właśnie, z pozoru ;//
Cieplutkie chrapki w zimny dzień .. Czego chcieć więcej. Słodziak nr 2 --> zakochałam się ♥.♥

Kaja ... dla ciebie Kryształek :]

Casino : > Idę Cię zjeść :D - Pozwalałam Ci <3

Na Deserek jako ostatnie - Tarzanko (wykonanie : Picasso)
Dziękuje, za obejrzenie zdjęć i serdecznie przepraszam za zimowy nastrój ;// Dziekuje Ci także Kaju za użyczenie zdjęć i nie moge sie już Ciebie doczekać .
Dobrej Nocki wszystkim ^^ ;*
p.s. nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo wyjeżdżam na wakacje

Na zdjęciu z jakimś puchatym maluchem .Słodziaki <3
Po za tym, to do napisania tego posta skłoniła mnie ..nuda. Odpukać, żeby było jej w te wakacje jak najmniej. Po za tym to mam złą wiadomość. Obsypie was zdjęciami. Przepraszam, ale jak zawsze zakręcona ja, dodaje zdjęcia z zimy xD Bez komentarza. Dobra to macie zdjęcia i nie zabijać mnie prosze za ta zimee.

Kucyśś z języczkiem :P
Buzi Buzi ^^ :*

Przysmaczek albo psikus :D

Tarancik <3

Z pozoru spokojny i niegroźny .. no właśnie, z pozoru ;//
Cieplutkie chrapki w zimny dzień .. Czego chcieć więcej. Słodziak nr 2 --> zakochałam się ♥.♥

Kaja ... dla ciebie Kryształek :]

Casino : > Idę Cię zjeść :D - Pozwalałam Ci <3

Na Deserek jako ostatnie - Tarzanko (wykonanie : Picasso)
Dziękuje, za obejrzenie zdjęć i serdecznie przepraszam za zimowy nastrój ;// Dziekuje Ci także Kaju za użyczenie zdjęć i nie moge sie już Ciebie doczekać .
Dobrej Nocki wszystkim ^^ ;*
p.s. nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział bo wyjeżdżam na wakacje
niedziela, 23 czerwca 2013
Rozdział 9.
Dwa miesiące w gipsie. Świetnie! Gdy to usłyszałam, pomyślałam, że sobie nie poradzimy i byłam wściekła. Wściekła i cholernie przestraszona. Po dwóch tygodniach mama przyzwyczaiła się do gipsu i zaczęła chodzić bez kul. Babcia, gdziekolwiek mama się ruszyła, pilnowała jej, asekurowała i dawała rady jak ma co robić. Mama była ju widocznie zdenerwowana tym wszystkim i gdy wracałam, że szkoły, zobaczyłam ją jeżdżącą na oklep na Kwancie. Mama jeździła spokojnie i wolno, a tata, który pewnie wsadził mamę na grzbiet, stał oparty o płot z uśmiechem na ustach. Dodałam gazu i chwile potem znalazłam się na podwórku. Kwant spłoszył się na dźwięk silnika i zagalopował. Mama, iż jeździła od dziecka, nie straciła równowagi i galopowała po padoku. Tata biegał za nią pokrzykując, raz na mnie, żebym coś zrobiła, a raz na mamę, że "ten koń " zaraz ją zabije. Mama nie chcąc wywołać ataku serca u taty, przeszła do kłusa i podjechała do barierki.
-Uspokój się, nic mi nie jest. -mówiła chichocząc pod nosem, uśmiechnęła się - Cześć córeczko. Co tam w szkole ?
-Nic szczególnego. Dlaczego wsiadłaś na konia ze złamaną nogą ???
-Miałam już dość siedzenia, leżenia na kanapie i oglądania telewizji. Potrzebowałam trochę ruchu fizycznego, ale także ruchu mózgiem, jak przekonać tatę, żeby mnie wsadził na grzbiet.
Popatrzyła na tatę, potem na mnie i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Kwant wąchał gips, zdawał się jakby dopiero teraz zaczął go zauważać. Dotykając go chrapami, parskał, co wyglądało zabawnie i dawało kolejny powód, aby się śmiać. Mama zsiadła z konia i usiadła, ponieważ ja wsiadłam na Kwanta i zaczęłam kłusować. Nigdy nie jeździłam naturalnie więc bardzo mnie wybijało. Przeszłam do galopu. Rozluźniona ,wzięłam sobie za cel metrowego oksera, jeszcze z ostatniego treningu z Missisipi.
-Czy ona ..? - zaczęła mama, ale nie zdążyła dokończyć ponieważ odpowiedziałam jej swoim skokiem. Prawie co nie spadłam. Głupia, głupia ja. Galopowałam, jeszcze kilka kółek i zaczęłam rozstępowywać Kwanta. Był cały mokry. Przyprowadziłam go do stajni i wykapałam. Wprowadziłam go do boksu i poszłam przywitać się z Missisipi. Przez ostatnich kilka dni dużo jeździłyśmy, więc postanowiłam, dla odmiany, trochę się z nią pobawić. Niestety, plany legły w gruzach. Dając Missisipi jabłko widziałam ,że coś jest nie tak .Tylko co ??? Zastanawiałam się idąc do domu ,bo jeszcze bardziej zdziwił mnie fakt ,że Miss nie wzięła jabłka i nie pokazywała entuzjazmu, gdy weszłam do boksu. Zawsze tryskała energią i dało się pomyśleć ,że zje mi spodnie szukając w tylniej kieszeni smakołyków, które znikały w oka mgnieniu. Zmartwiona, ze smutna miną wchodziłam po schodach.
-Co jest ? Aga ,znam ta minę. Coś się stało ?-spytał tata i chwycił mnie za rękę.
-Missisipi nie zjadła jabłka -mówiłam prawie płacząc -Co jej jest ?! To nie jest normalne -powiedziałam, rozpłakałam się na dobre i przytuliłam się do tatowego ramienia.
-Będzie dobrze -powiedział tata i przytulając mnie mocniej, pogłaskał mnie po włosach .-Chcesz do niej pójść ? Wiem jak bardzo kochasz tego konia i nie wyobrażam sobie, co byś przeżywała gdyby coś się Miss stało.
-Serio ??? Zrobisz to dla mnie ? -powiedziałam, ocierając łzy z policzków.
-Pewnie -uśmiechnął się.
Obiął mnie ramieniem i wyszliśmy, a przynajmniej byliśmy w trakcie. Mama wychyliła się zza fotela.
-Może pójdę z wami ? -spytała i puściła mi oczko - Nie mam nic do roboty i zaraz zwariuje -uśmiechnęłam się.
-Jasne, Miss na pewno zrobi się raźniej, nam zresztą też.
Wyszłam, a tata został i pomógł mamie.
Otworzyłam drzwi i usłyszałam jakiś hałas. Zostawiając otwarte drzwi z przerażeniem podbiegłam do boksu, błagając w myślach, aby nie spełniły się moje przeczucia.
czwartek, 20 czerwca 2013
Rozdział 8.
Był ciepły jesienny poranek. Jak co rano wyszłam z Dżeki na spacer. Szłyśmy wzdłuż pastwisk, przez las w pola, aż wreszcie weszłyśmy na drogę i wróciłyśmy do domu. Wchodząc do domu zagwizdałam na nią, ale nie przyszła. Nagle usłyszałam szelest liści, odwróciłam się i zobaczyłam ruszającą się stertę liści, którą mama grabiła jak wychodziłyśmy. Odrzuciłam warstwę liści, a mała wyciągnęła zadek do góry i zaczęła skakać ,warczeć i pokazywać swoje małe ząbki. w końcu usiadła i przekręciłam główkę w prawo i zapiszczała. Przez chwile patrzyłyśmy na siebie, potem wybuchnęłam śmiechem. Tarzałam się w liściach, a Dżeki po chwili namysłu zrobiła to samo. Zabawa na tym się nie skończyła. Usiadłam, próbując przestać się śmiać, ale niezbyt mi to wychodziło. Nagle coś pociągnęło mnie z tylu. Psinka uwiesiła mi się na kapturze, próbując do niego wejść. O dziwo to jej się udało. Wstałam i próbowałam ja zrzucić, ale ona ciągle gryzła i śliniła moje włosy. W końcu wróciłyśmy do punkty wyjścia. Ja obracałam się jak pies za ogonem, a ona wisiała uczepiona zębami kaptura. Zakręciło mi się w głowie i mimowolnie usiadłam, Dżeki usiadła obok mnie, ale nie na długo. Chwile potem biegała i goniła żabę. Ta psina nigdy się nie męczyła .Wreszcie mama zawołała mnie na obiad .Potem obowiązki z końmi ,praca domowa i cała sobota przeleciała, zresztą niedziela też. Rano wstałam wcześnie i poszłam na poranną mszę. Po powrocie
i wieczornym seansie filmowy położyłam się padnięta do łóżka i postanowiłam zdrzemnąć. Z godzinnej drzemki zrobiły się trzy, nic nie straciłam, bo pozostali byli w kościele, zjedli śniadanie, a obecnie babcia obierała zimowe jabłka dla koni. Rodzice piekli ciasto, a po kuchni latała mąka, jak zwykle gdy jeden chciał takie ,a drugi owakie ciasto, a trzeba im przekonać, że wychodziło to nieźle. Późnym popołudniem mama zaproponowała przejażdżkę .Zdziwiło mnie to, ale zgodziłam się, bo długo już nie jeździłam i miałam na to straszna ochotę. Osiodłałyśmy konie i w drogę. Jechałyśmy wąską dróżką i oglądałyśmy zachód słońca .
-Popatrz ,jak pięknie -powiedziałam, wpatrując się w fioletowo-pomarańczowe niebo .
-Idealna pora ,żeby się po ścigać -powiedziała mama i nie czekając na moja odpowiedź odjechała. Zawróciłam i w kilka sekund byłam już za nią. Nagle mama zniknęła za zakrętem ,usłyszałam jej krzyk, a gdy podjechałam dalej zobaczyłam Kwanta stającego dęba i mamę leżącą na ziemi. Krzyknęłam i zawołałam go. Podszedł do mnie spokojnie. Dołączył do Missisipi z której zeszłam,a która pod moją nieuwagę weszła na łąkę.
-Mamo! Wszystko dobrze ?- byłam przerażona -Boli cie coś ?
-Moja noga ! Auuu.. -wybąkała -Kwant ma w kieszeni siodła moja komórkę. Zadzwoń po babcię, niech zabierze konie do domu, a tata niech weźmie nas samochodem. Chyba złamałam nogę !-pospiesznie pobiegłam do Kwanta i zadzwoniłam do babci. Po chwili zobaczyłam babcię na Primie ,najszybszym koniu w stajni ,jej sierść błyszczała w półmroku oraz ... no właśnie Cruciatusa i dosiadającego go Tomka. Babcia zeskoczyła z konia i podeszła do nas .
-Aguniu, tata zaraz przyjedzie i zabierze was do szpitala. Jeśli noga faktycznie jest złamana musi ja natychmiast zobaczyć lekarz .-powiedziała babcia, wsiadła na Primę i łapiąc wodze Miss, dojechała do Tomka,trzymającego już Kwanta i Odjechali.
*******************
Zaraz zwarjuje ! Umieram z ciepła -,-* Jutro do koników ! Do szkoły się nie wybieram ,więc wybiore się do stajni wcześniej :D Przesiedzenie w stajni cały dzień, zawsze spoko :D a no i pytanie dnia .. zauważyłyście (bo raczej chłopaków tu nie xd) coś ciekawego w tym rozdziale ? :D ^^
i wieczornym seansie filmowy położyłam się padnięta do łóżka i postanowiłam zdrzemnąć. Z godzinnej drzemki zrobiły się trzy, nic nie straciłam, bo pozostali byli w kościele, zjedli śniadanie, a obecnie babcia obierała zimowe jabłka dla koni. Rodzice piekli ciasto, a po kuchni latała mąka, jak zwykle gdy jeden chciał takie ,a drugi owakie ciasto, a trzeba im przekonać, że wychodziło to nieźle. Późnym popołudniem mama zaproponowała przejażdżkę .Zdziwiło mnie to, ale zgodziłam się, bo długo już nie jeździłam i miałam na to straszna ochotę. Osiodłałyśmy konie i w drogę. Jechałyśmy wąską dróżką i oglądałyśmy zachód słońca .
-Popatrz ,jak pięknie -powiedziałam, wpatrując się w fioletowo-pomarańczowe niebo .
-Idealna pora ,żeby się po ścigać -powiedziała mama i nie czekając na moja odpowiedź odjechała. Zawróciłam i w kilka sekund byłam już za nią. Nagle mama zniknęła za zakrętem ,usłyszałam jej krzyk, a gdy podjechałam dalej zobaczyłam Kwanta stającego dęba i mamę leżącą na ziemi. Krzyknęłam i zawołałam go. Podszedł do mnie spokojnie. Dołączył do Missisipi z której zeszłam,a która pod moją nieuwagę weszła na łąkę.
-Mamo! Wszystko dobrze ?- byłam przerażona -Boli cie coś ?
-Moja noga ! Auuu.. -wybąkała -Kwant ma w kieszeni siodła moja komórkę. Zadzwoń po babcię, niech zabierze konie do domu, a tata niech weźmie nas samochodem. Chyba złamałam nogę !-pospiesznie pobiegłam do Kwanta i zadzwoniłam do babci. Po chwili zobaczyłam babcię na Primie ,najszybszym koniu w stajni ,jej sierść błyszczała w półmroku oraz ... no właśnie Cruciatusa i dosiadającego go Tomka. Babcia zeskoczyła z konia i podeszła do nas .
-Aguniu, tata zaraz przyjedzie i zabierze was do szpitala. Jeśli noga faktycznie jest złamana musi ja natychmiast zobaczyć lekarz .-powiedziała babcia, wsiadła na Primę i łapiąc wodze Miss, dojechała do Tomka,trzymającego już Kwanta i Odjechali.
*******************
Zaraz zwarjuje ! Umieram z ciepła -,-* Jutro do koników ! Do szkoły się nie wybieram ,więc wybiore się do stajni wcześniej :D Przesiedzenie w stajni cały dzień, zawsze spoko :D a no i pytanie dnia .. zauważyłyście (bo raczej chłopaków tu nie xd) coś ciekawego w tym rozdziale ? :D ^^
Subskrybuj:
Posty (Atom)